3/21/2013

Nie do końca udana Termoochrona z Marion


Linia Marion Termoochrona zbiera w sieci wiele pozytywnych recenzji, wzbudzając zachwyt nie jednej osoby. Zachęcona tyloma ochami i achami, zakupiłam mgiełkę, a później w paczce od Marion znalazłam mleczko z tej samej serii. 
Wówczas wydawało mi się, że to produkty stworzone wprost dla moich włosów, które męczyłam codzienne suszarką i równie często prostownicą - niestety, ani jeden, ani drugi produkt nie wzbudził we mnie zachwytu, czy choćby zadowolenia. 
 
Zanim przejdę do recenzji, chciałam się jeszcze pochwalić moim małym sukcesem - od blisko dwóch miesięcy nie używam prostownicy (po prawie 5 latach niemal codziennego użytku). Hip hip hura ! Pierwsze dni nie były łatwe, jednak myślę, że najgorsze już za mną :)


Wracając do meritum, tak prezentuje się termoochronny duecik:


                                 Pod lupę, jako pierwsza idzie mgiełka                               



                                                    Od producenta:                                                   

Mgiełka BEZ SPŁUKIWANIA stworzona specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze, sprężyste i są łatwiejsze do modelowania.

                                                              Skład:                                                         

Aqua, Sodium Laneth-40 Maleate/Styrene Sulfonate Copolymer, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Trimethylsilylamodimethic one (And) C11-15 (And) Pareth-5 (And) C11-15 Pareth-9, Propylene Glycol, PEG - 12 Dimethicone, PEG - 40 Hydrogenated Castor Oil, Cocamidopropyl Betaine, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol (And) Methylchloroisothiazolino ne (And) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin.

                                                         Moja opinia:                                                    

Opakowanie: buteleczka 130 ml wykonana z twardego plastiku. Nieprzezroczysta, jednak pod światło widać zawartość, więc zużycie można kontrolować na bieżąco. Wyposażona w atomizer, który jest fatalnej jakości. Nie wiem, czy tylko mi trafiło się felerne opakowanie, ale psikacz ani trochę nie spełnia swojego zadania. Cieknie bokami, spodem, właściwie cieknie zewsząd, w dodatku się zacina. Jednym razem rozpyla ładną mgiełkę, innym razem pluje wielkimi kroplami. 



Zapach: nie każdemu przypadnie do gustu - mi nie przypadł :P Jest słodki i mdły, wyczuwam w nim męską nutkę i troszkę pudru. Na szczęście nie utrzymuje się długo na włosach.

Działanie: spójrzmy, co obiecuje producent

  • włosy są miękkie i elastyczne 
Owszem, mgiełka troszkę zmiękcza. Zazwyczaj stosowałam ją na mokre jeszcze włosy, ułatwiała rozczesywanie i wówczas wyraźnie czuć było większą miękkość. Jednak po wysuszeniu wyglądam jak jeżozwierz - włosy są mocno napuszone, każdy sterczy w inną stronę, ciężko je ułożyć.
Zwiększenia elastyczności nie zauważyłam.
  • nadaje im zdrowy wygląd i jedwabisty połysk
Nie, nie i jeszcze raz nie. Zero połysku, o zdrowym wyglądzie też raczej nie ma mowy. Przez to puszenie, włosy wyglądają jak popalone, a nie zdrowe i elastyczne.
  • zapobiega puszeniu i elektryzowaniu się włosów
Z puszeniem jest zupełnie odwrotnie, natomiast z zapobieganiem elektryzowaniu radzi sobie nie najgorzej. Właściwie to moja pierwsza zima, podczas której zupełnie zapomniałam o tym problemie.

Podsumowując: jestem średnio zadowolona, obecnie używam jej tylko na same końcówki, ale szczerze mówiąc nie zauważam, żeby były jakoś szczególnie chronione - rozdwajają się nadal, mimo różnych zabezpieczeń.

Cena: ok 6-8 zł

Moja ocena: 3/5
                                               Na tapetę idzie mleczko:                                        


                                                       Od producenta:                                                

Mleczko stworzone specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze i łatwiej się rozczesują.

                                                              Skład:                                                         


                                                          Moja opinia:                                                   

Opakowanie: miękka tuba 150 ml w designie typowym dla całej linii "Termoochrona". Stylistyka opakowań całkiem mi się podoba, przypomina mi trochę profesjonalne, salonowe produkty. Wygodne zamykanie. Wielki plus za to, że tubkę stawiamy do góry nogami, dzięki czemu będzie można łatwo zużyć produkt do ostatniej kropli.


  Zapach: identyczny jak w przypadku mgiełki.

Konsystencja: średnio gęste, białe mleczko o dosyć lekkiej konsystencji. Łatwo rozprowadzić na włosach, łatwo też spłukać. 


Działanie: Obietnice producenta są identyczne jak w przypadku mgiełki. A działanie ? Z tym bywa różnie. 

Właściwie używając tego mleczka, nieraz czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. 
Jednym razem po zastosowaniu i wysuszeniu włosów jestem zadowolona - nie czuć absolutnie żadnego obciążenia (czego się bałam), włosy są gładsze, miękkie i błyszczące. Taki rezultat, ku mojemu zaskoczeniu, utrzymuje się przez calutki dzień, mimo wilgoci włosy nie puszą się i wyglądają ładnie.

Zaś innym razem efekt jest kompletnie odwrotny - włosy oklapnięte, bez wyrazu, matowe i napuszone. Ponadto bardzo nie miłe w dotyku, sztywne i łatwo się plączą . Już pod wieczór wyglądają nieświeżo.

Próbowałam już kilka razy, myłam włosy tym samym szamponem, stosowałam tą samą odżywkę, a efekty bywały raz świetne, raz beznadziejne. Szczerze, nie mam pojęcia co może być przyczyną. Mleczka obecnie nie używam, bo to ruletka, nigdy nie wiadomo jaki będzie finał.

Cena: ok 7-8 zł

Moja ocena: 3/5


Stosujecie produkty termoochronne ? Znacie te z Marion ?

40 komentarzy:

  1. miałam już jakiś czas temu mgiełkę i mam identyczne zdanie jak TY :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uf, a już myślałam, że moje włosy są jakieś nie teges ;)

      Usuń
  2. mam to mleczko i jestem z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie, że u Ciebie się sprawdza :)

      Usuń
  3. patrz jakie te kosmetyki kapryśne ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozśmieszył mnie ten "jeżozwierz" ;);) Moja siostra używała tego mleczka do prostowania włosów, ale powiem Ci, że nie była zbyt zadowolona z efektów. Mówiła, że jej się włosy puszą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S może to zależy od rodzaju włosów :)

      Usuń
    2. Rodzaj włosów z pewnością odgrywa znaczącą rolę :)

      Usuń
  5. Nie stosuję takich produktów wcale.
    Ale też, nie prostuję i nie suszę włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już nie prostuję :D
      Ale z suszarki nie mogę zrezygnować, przy myciu włosów rano, nie mam czasu na naturalne schnięcie ;)

      Usuń
  6. nie zawsze kosmetyki sa takie jakie chcemy zeby były...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety... zdarza się, że wielkie kosmetyczne hiciory dla jednych, dla innych okazują się kompletną klapą.

      Usuń
  7. Używałam swego czasu tej mgiełki, mój atomizer jest super. Rozpyla świetnie. Ale działania nie zauważyłam szczerze mówiąc. ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ten mój musi być jakiś uszkodzony - to dobrze, myślałam że może wszystkie są takie "świetne" ;)

      Usuń
  8. Ja osobiście nie znam tej serii, ale jakoś nie ciągnie mnie do tego, by poznać :P Wiem, że moja siostra swego czasu stosowała saszetkową maskę z tej serii i była zadowolona, ale po kilku saszetkach przestała kupować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widać jej się odwidziała jednak :D

      Usuń
  9. nie słyszałam o tych kosmetykach wcześniej, sama nie wiem czy bym je chciała wypróbować skoro średnio się sprawdzają :| ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak jeszcze prostowałam włosy, czego na szczęście już nie robię to kupowałam tę mgiełkę i właściwie to trochę zmiękczała a z ochroną średnio.

    OdpowiedzUsuń
  11. Używam mgiełki i w mojej atomizer jest ok, więc musisz mieć felerne opakowanie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej tak, może gdzieś jest pęknięty leciutko - muszę to sprawdzić :)

      Usuń
  12. Mi właśnie kończy się mgiełka, ale rezultaty nie są jakieś powalające...natomiast mój atomizer jest sprawny, więc chyba faktycznie miałaś felerne opakowanie..;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę, że wiele z Was ma zdanie podobne do mojego - tym bardziej nie rozumiem tylu zachwytów nad nią na wizażowym KWC ;)

      Usuń
  13. A ja jednak mam ochotę przetestować ten kosmetyk, no w końcu na każdych włosach może mieć inne działanie, nie :P. Fajna recenzja
    obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, każdy może mieć inne odczucia :) Zresztą cena niska, więc w razie czego nie będzie szkoda.

      Usuń
  14. ja kiedyś tez używałam przez lata regularnie prostownicy ,przez jakies dobre ponad pół roku udawało mi się jednak korzystać z prostownicy bardzo sporadycznie .... jednak ostatnio jakoś znów coraz częsciej po nią siegam i .... nie podoba mi sie to !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto się przemóc - też myślałam, że bez prostownicy nie da się żyć, teraz już mi nie potrzebna ;) czasem mam wyjątkowy bad hair day, ale jakoś daje radę :D

      Usuń
  15. Ta mgiełka może akurat tak na Ciebie podziałała, bo wiem, że sporo dziewczyn było zadowolonych, a ten kosmetyk chyba dostał miano kultowego przez wizaż chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cała seria otrzymała to wyróżnienie, ale chyba nie od wizażu :)
      Mgiełka ma sporo dobrych opinii na KWC, więc wielu osobom musi służyć - widocznie ja nie miałam szczęścia ;)

      Usuń
  16. Ja również nie używam takich kosmetyków,używam tylko podstawowej pielęgnacji włosów:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tę mgiełkę polubiłam, ale faktycznie z tym atomizerem jest coś nie tak- mój też się zacinał :/

    OdpowiedzUsuń
  18. Niskie oceny dostał, a szkoda..

    OdpowiedzUsuń
  19. Dzięki za szybką odpowiedź :)
    Kiedyś zamawiałam z tego sklepu coś. Dobrze, że mi o nim przypomniałaś :)

    Myślałam o tej serii, bo znowu zaczęłam prostować włosy (długość, którą teraz mam, doprowadza mnie do szału!).
    Ale poszukam w takim razie czegoś innego :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. miałam mgiełkę i mi się podobał efekt, ale przy moich prostych włosach można przesadzić i obciążyć

    OdpowiedzUsuń
  21. jak sie okazuje serum tej serii jest boskie w porówaniu z tymi dwoma i faktycznie chroni

    OdpowiedzUsuń
  22. U mnie mleczko się fajnie sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
  23. podejrzewam, że masz wybrakowany egzemplarz tej mgiełki. Ja używam już któreś z rzędu opakowanie i nigdy nie miałam problemu z atomizerem - zawsze rozpyla na włosach ładną mgłę produktu. Co do zapachu, to faktycznie rzecz gustu, mi się osobiście miło kojarzy z zielonym jabłuszkiem. Bardzo mi pasuje. Działanie równiez u mnie wypada rewelacyjnie, włosy po wysuszeniu są miękkie, elastyczne i lśniące. Efekt utrzymuje się co prawda tylko 1 dzień, ale producent nie obiecuje 72h godzin efektu. ;) A musze przyznać, ze moje włosy do najłatwiejszych nie należą - kręcone, z natury suche i wysokoporowate. Ratuje je olejami, silikonami i bogatymi maskami nawilżającymi. Ta mgiełke stosuje jako ostatni kosmetyk przed wysuszeniem włosów. Wczesniej na końcówki nakładam serum (tez z tej serii) i kosmetyk stylizujący na całą długośc włosów. Następnie obficie spryskuje kosmyki tą mgiełką i suszę suszarką z dyfuzorem i jonizacją. Efekt zawsze jest u mnie ten sam. Nie wiem, dlaczego u Ciebie wypada taka ruletka. Kiedys słyszałam, że może to być związane z twardością wody w kranie... O mleczku po raz pierwszy dowiedziałam się z Twojego posta. Świetnie, chętnie je wypróbuję. :) Mam tylko pytanko, czy to jest produkt do spłukania czy można go nie spłukiwać? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że miałam jakiś wadliwy egzemplarz. Moje włosy też są wysokoporowate, łatwo się puszą, nie lubią protein, dodatkowo nie mam ich wiele, więc łatwo je obciążyć. Ogólnie są kapryśne i ciężko im dogodzić, ale mam kilka sprawdzonych produktów. Bardzo prawdopodobne, że dużą rolę odgrywa też twardość wody, a u mnie swego czasu była ona tragiczna (teraz mamy założony zmiękczacz na całą instalację, więc jest dużo lepiej). Jeśli chodzi o mleczko, był to produkt do spłukiwania (jeśli dobrze pamiętam, miałam go prawie dwa lata temu). :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz i zapraszam do zostawienia po sobie śladu :)
Jednocześnie proszę o zachowanie kultury wypowiedzi.
Nie spamuj. Wszelkie komentarze zawierające autoreklamę będą usuwane.

INSTAGRAM