Dżem, mydło & powidło # 3 - czyli garstka nowości

4/26/2013

Dżem, mydło & powidło # 3 - czyli garstka nowości



Ostatnio jestem w ciągłym niedoczasie, rejestruje tylko poniedziałki i piątki, nawet nie wiem kiedy mija tydzień za tygodniem. Nie wspominam nawet o tym, jakie mam zaległości w Waszych blogach - z utęsknieniem czekam na majowy weekend.


Kwieceń nie był u mnie jakoś szczególnie obfity jeśli chodzi o zakupy, oszczędzam teraz, a odbiję sobie w maju ;)


Wielkimi krokami zbliża się rocznica bloga, więc chciałabym przygotować dla Was jakieś ciekawe rozdanie, powolutku zaczynam kompletować paczuszkę. Poza tym w połowie maja wybieram się na weekend do Wiednia, już nie mogę się doczekać - 
wizyta w DM będzie punktem obowiązkowym wycieczki, ma się rozumieć :D


Lecimy z moimi kosmetycznymi nowościami 
(część to zakupy, a druga część pochodzi z Wizażowych wymian).


Najpierw moje nabytki:



1. Palmer`s - Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu

2. Lefrosch - Pilarix, Krem przeciw rogowaceniu skóry

Wyczytałam o nim na blogu u Marie, mam nadzieję, że u mnie będzie sprawdzał się równie dobrze. Ma wręcz rewelacyjne opinie na KWC. 
Głównie zależy mi na walce z rogowaceniem okołomieszkowym, z którym zmagam się długi czas, jednak bez większego rezultatu.

3. Organic Therapy - Serum zwężające pory


4. Isana - Żel pod prysznic o pięknym zapachu kwiatów maku

5. Carex - Aloesowy żel antybakteryjny do rąk

6. Revalid - kapsułki wspomagające wzrost włosów i paznokci

Niedawno rozpoczęłam kurację, która potrwa 3 miesiące. Jedno opakowanie wystarczy na miesiąc stosowania.


7. Organique - Balsam do ciała z masłem Shea

Tym razem skusiłam się na wersję truskawka i guarana - cudny zapach. Do stosowania na całe ciało jest dla mnie za ciężki, ale do stóp, dłoni, czy wyjątkowo przesuszonych partii ciała, sprawdza się świetnie.

8. Calypso - Gąbeczki do demakijażu


1. Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji - Odżywka do włosów z morelą i olejkiem migdałowym

2. Cztery Pory Roku - Zimowy krem do rąk

Zimą nie zdążyłam go kupić, więc teraz będę miała okazję wypróbować ;)

3. Yves Rocher - Nawilżająca maseczka z sokiem z winogron

4. Sally Hansen - Żel do usuwania skórek Deep Callous Remover


5. Inglot - Duraline

6. Wibo - słynny Oleskowy lakier

7. Paese - Fluid kryjący o przedłużonej trwałości

8. Wibo - paleta 4 korektorów

9. Inglot - paletka cieni


Na koniec mój skromny ubraniowy zakup, z którego jestem niesamowicie zadowolona, ponieważ długo szukałam eleganckiej i klasycznej błękitnej koszuli - w końcu znalazłam i ją uwielbiam.


To tyle z nowości, pozdrowionka, życzę Wam udanego i słonecznego weekendu :)

Nudna paletka by H&M, czyli Nudes Eyeshadows ;)

4/18/2013

Nudna paletka by H&M, czyli Nudes Eyeshadows ;)


Nigdy nie zwracałam większej uwagi na dział kosmetyczny H&M do czasu, kiedy w zeszłym roku kupiłam swoją pierwszą paletkę - czwóreczka pięknych, delikatnych brązów, idealna do codziennego make-upu. 
Od tamtego czasu używałam jej niemal codziennie, powoli dobija dna, więc wybrałam się niedawno po kolejną sztukę. Niestety nie ma ich już w sprzedaży, w zamian za to pojawiło się kilka wersji kolorystycznych nowych paletek z 5 cieniami wewnątrz.

Zdecydowałam się na wersję Nudes.


Kolorystycznie - mój ideał, zwłaszcza na sezon wiosenno-letni.



W skromnej, prostej kasetce znajdziemy 5 cieni w stonowanych odcieniach beżu, różu i szarości + biel.  
Dwa maty + 3 satynowe.

Od lewej (zdjęcia przy naturalnym świetle):

1. Biały mat - świetny pod łuk brwiowy i do kącika.


2. Jasny matowy beż, idealny nudziak !


3. Satynowy róż - świetny na całą ruchomą powiekę.


4. Jasny, satynowy szarak


5. Ciemny i metaliczny szarak, który w zależności od oświetlenia przybiera różne barwy, wychodzą z niego nawet lekko brązowawe tony.


 Kolorystyka paletki pozwala uzyskać zarówno bardzo delikatne podkreślenie oka, jak i nieco mocniejszy, ale nadal dzienny look.

Niestety podczas aplikacji cienie nieco się osypują, a pigmentacja jest taka sobie - mogłaby być lepsza. Tak czy siak położone na bazę, pięknie ożywiają oko, delikatnie je podkreślając. W ciągu dnia nie zbierają się w załamanie powieki.

Swatche na ręce bez bazy - światło dzienne:



Z lampą błyskową:



Cena: 19,90 zł (jeśli macie kupon z newslettera -25 %, wychodzą tanio jak barszcz - 14,90 zł)

Znacie paletki H&M ? Co myślicie o kosmetykach z brandów odzieżowych ?
L`Occitane - kilka słów o miniaturkach z koszyczka

4/16/2013

L`Occitane - kilka słów o miniaturkach z koszyczka



Na wielu blogach pojawiły się już notki dotyczące koszyczkowych mini produktów, pora żebym i ja dorzuciła kilka swoich przemyśleń.



W koszyczku można było znaleźć 5 małych produktów z bestsellerami firmy

Na temat ich wielkości nie będę się rozwodzić, bo już wszystko zostało w tej kwestii napisane - choć wcale nie uważam, żeby większości nie dało się "przetestować". Wg mnie tylko pojemność kremu do rąk jest śmieszna, reszta dała się wypróbować porządniej i zdążyłam wyrobić sobie o nich wstępne zdanie, a sądzę że o to w tej koszyczkowej akcji chodziło.



                     Żel pod prysznic Werbena                 


Urocza 50 ml buteleczka, która idealnie odzwierciedla pełnowymiarową wersję, cieszyła oko chyba najbardziej z całej gromadki. A zawartość ? Średnio gęsta konsystencja, dobre pienienie. Przyznam, że zostałam kupiona przez zapach. Piękny, energetyzujący, świeży i dodający kopa aromat werbeny, to coś co tygryski lubią najbardziej. Uwielbiam taki prysznic o poranku, zmysły zostają pobudzone i człowiekowi aż chce się żyć.
W działaniu nie zauważyłam żadnego novum, ale też nic takiego, od żadnego żelu pod prysznic, nigdy nie będę wymagać. Robi to, co ma robić, dobrze myje, daje uczucie czystości i odświeżenia.
Cena jest nieco wygórowana, jednak od czasu do czasu byłabym w stanie taki żelik zafundować sobie dla samego zapachu.

Cena pełnego wymiaru: 59 zł / 250 ml

                Woda toaletowa Pivoine Flora               


Malutka 5 ml buteleczka, bez atomizera sprawia, że aplikacja jest odrobinę utrudniona. Ciężko zaaplikować gdzieś indziej niż za ucho, czy nadgarstki - a ja lubię spryskać zapachem np. włosy.
Choć nie jestem zwolenniczką słodkich woni, ta początkowo mnie urzekła, delikatna, kobieca, kwiatowa. Z czasem jednak przekonałam się, że to nie moje klimaty, obecnie wyczuwam w niej takie "babcine" nuty zapachowe i to mi przeszkadza.
W niektórych recenzjach czytałam, że trwałość jest kiepska - mam odwrotne doświadczenia, czuję tą piwoniową woń nawet po całym dniu, nabiera troszkę pudrowego aromatu, ale jest. 
Cena moim skromnym zdaniem jest znośna i gdyby zapach w 100% mi odpowiadał, to nie widzę powodu żebym nie mogła go kupić.


Cena pełnego wymiaru: 179 zł / 75 ml



                  Krem do rąk z Masłem Shea                 

 
Jak pisałam już wcześniej, jego pojemność to troszkę nieporozumienie. Wystarczył mi zaledwie na 3 - 4 porządne aplikacje, więc wiele na jego temat nie powiem. Gęsta i zbita konsystencja, jednak bardzo dobrze się rozsmarowuje i całkiem szybko wchłania. Delikatny zapach, ma w sobie coś co mnie drażni - zalatuje mi troszkę zwykłym mydłem. Działanie ? Ciężko cokolwiek napisać, na moich dłoniach kremik pozostawiał jakiś dziwny i tępy nalot, przez co czułam się niekomfortowo. Obfitego odżywienia, czy nawilżenia po tych 3 razach także nie zauważyłam, więc jeśli miałabym go oceniać przez pryzmat tych 10 ml, to jestem na nie i nie rozumiem jego fenomenu.

Cena pełnego wymiaru:   29,90 zł / 30 ml i 90 zł / 150 ml

          Nawilżające mydełko z Masłem Shea          


 
50 gramowa kostka, jest naprawdę wydajna. Używam od miesiąca i nadal mam jej jeszcze sporą ilość. Polubiłam to mydełko, zapach niemal taki sam, jak w kremie do rąk, ale tutaj nie przeszkadza mi ta mydlana nuta ;) Używam go tylko do dłoni, dobrze się pieni, nie wysusza, a delikatny aromat czuć na skórze jeszcze dłuższą chwilę po umyciu rąk. 

Cena pełnego wymiaru: 32 zł / 250 g



          Immortelle drogocenny krem na noc          



Krem przypadł mi do gustu najbardziej z całej 5. Gęsta, nieco maślana konsystencja, jedwabiście się rozprowadza i wspaniale wchłania. 
15 ml to dla mnie sporo, nie wiem czy jestem nad wyraz oszczędna, czy niektórzy przesadzają, ale mi ten krem wystarczył na ponad miesiąc codziennego stosowania na noc. Rano skóra była odprężona, dobrze nawilżona, wygładzona. Nie zanotowałam żadnych negatywnych reakcji, kremik nie podrażniał mojej wrażliwiej, naczyniowej cery, nie uczulił, nie spowodował najazdu nieprzyjaciół. Jedyne co mi przeszkadzało do samego końca, to jego zapach - mocny, cierpki i roślinny.
Wielki minus za brak składu na słoiczku.


Niestety jedna rzecz go u mnie dyskwalifikuje - cena, która wynosi 249 zł za 50 ml, to dla mnie mały kosmos.

Podsumowując: z jednej strony cieszę się, że mogłam zapoznać się z tyloma produktami, z drugiej troszkę żałuję, że jednak nic nie wywołało u mnie niemego zachwytu ;) 
Jednakowoż dziękuję firmie za możliwość przetestowania mini bestsellerów.


Ostre cięcie, czyli nowa fryzurka

4/12/2013

Ostre cięcie, czyli nowa fryzurka



Jakoś tak wraz z tym nieśmiałym początkiem wiosny zachciało mi się zmian, czego skutkiem była dzisiejsza wizyta u fryzjera. Wstępny plan w głowie miałam, chciałam widocznej zmiany, mimo wszystko denerwowałam się jak przed wizytą u dentysty ;)

U fryzjera nie byłam ze 3 lata, od tamtego czasu podcinałam tylko końcówki w domu, więc same rozumiecie - stres. Na szczęście trafiłam na znającego się na swoim fachu faceta, który stworzył mi praktycznie taką fryzurkę, jaką miałam na myśli.

Ponadto moje włosy były na długości tak marne, cienkie i połamane, że to chyba najrozsądniejsze wyjście z sytuacji.

Tak było:


A tak jest teraz:



Jest krótko co ?  

Trochę dziwnie się czuję, ale podoba mi się !
Suszarkowe love - Philips SalonDry Control HP8183

4/11/2013

Suszarkowe love - Philips SalonDry Control HP8183


Suszarka jest nieodłącznym elementem w mojej codziennej pielęgnacji włosów. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tego urządzenia. Natura obdarzyła mnie tak kapryśnymi włosami, że jeśli chcę jako tako wyglądać, muszę myć je codziennie przed wyjściem - a rano, jak to rano, nigdy nie mam za wiele czasu i samodzielne schnięcie raczej nie wchodzi w grę.

Jeśli już muszę suszyć głowę niemal codziennie, stawiam na suszarkę, która nie będzie negatywnie wpływała na stan moich włosiąt.  

Philips HP 8183 towarzyszy mi już ponad półtora roku i jest jedną z lepszych suszarek jakie znam.


Suszarka wyposażona jest w dwie końcówki - koncentrator i dyfuzor. Koncentrator jest przydatny w przypadku modelowania włosów na szczotce, a dyfuzor pozwala odbić włosy od nasady, nadaje im objętości i puszystości.


Najczęściej korzystam z koncentratora. Mimo, że codziennie nie układam włosów na szczotce, koncentrator skupia strumień powietrza, dzięki czemu mam wrażenie, że schną jeszcze szybciej.
Dyfuzora używam rzadko, ale w zupełności spełnia swoją rolę.


Suszarka wyposażona jest w kilka przydatnych funkcji:


Skupię się na tym, czego używam.
 Zawsze suszę włosy na 1 stopniu prędkości i 1 stopniu temperatury, na przemian z zimnym nawiewem. 2200W daje tej suszarce sporą moc i nadmuch już na "pierwszym biegu" jest konkretny, nie trzeba machać wieczność - włosy schną błyskawicznie.

Dodatkowo stale mam włączoną jonizację. Odkąd używam suszarki z jonizacją właśnie, zapomniałam czym są elektryzujące się włosy. Początkowo myślałam, że to taki chwyt marketingowy, ale muszę przyznać, że to naprawdę działa :) Włosy są bardziej lśniące, wyraźnie wygładzone, miękkie i sypkie. Żadnego siana, żadnego puszenia - dla mnie rewelacja.

Troszkę przeszkadza mi niskie umiejscowienie przełącznika jonizacji, ponieważ czasem sam się przełącza (od myrdania ręką w jego pobliżu), jednak łatwo to zauważyć - o włączonej funkcji informuje nas niebieskie światełko na wierzchu suszarki.


Czy widzę jakieś minusy ? 

Tylko dwa i to bardzo malutkie: 

- suszarka z racji swojej mocy jest nieco głośna, początkowo mnie to przeraziło, ale teraz kompletnie nie zwracam na to uwagi,
- jest spora gabarytowo, przez co nieco ciężka

Poza tym spełnia moje oczekiwania w 100 %. 

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam !

Cena: w granicach 110-140 zł

Moja ocena: 5/5

Używacie suszarek ? Jaka towarzyszy Wam na co dzień ?
I ja w Biedronce byłam, małe co nieco kupiłam :D

4/08/2013

I ja w Biedronce byłam, małe co nieco kupiłam :D


Choć tak jak się spodziewałam, biedronkowe półki z kosmetykami były już dzisiaj mocno przebrane, to i tak znalazłam coś dla siebie.


Pojechałam tam głównie po płatki kosmetyczne, ale została po nich tylko czarna dziura. Wybrałam więc coś innego.

Najbardziej zadowolona jestem z zestawu pędzelków, jak za taką cenę (13,99) jest wg mnie świetny.


Do wyboru było kilka wersji kolorystycznych etui, ja zdecydowałam się na czarne. W środku znajdziemy 5 pędzli, które są naprawdę przyzwoitej jakości. Miękkie, miłe w dotyku, gęste i dobrze ubite (zwłaszcza te mniejsze). Zobaczymy jak będą się użytkować.



Jeśli potrzebujecie podstawowych pędzli za niewielkie pieniądze, to warto się im przyjrzeć.

W końcu udało mi się zdobyć też słynny Płyn Micelarny, tym razem wybrałam się do sklepu nieco na obrzeżach miasta, a i tak było ich zaledwie 2 sztuki. Do wszystkiego dobrałam sobie jeszcze Top coat 3w1 z Eveline.


Jestem ukontentowana :)

A Wy skusiłyście się na coś z gazetkowej oferty ?
Eveline Dermapharm - Wyszczuplająca kuracja przeciw rozstępom

4/06/2013

Eveline Dermapharm - Wyszczuplająca kuracja przeciw rozstępom


Wiele z Was było zainteresowanych recenzją kuracji Eveline, zapraszam do lektury.

Mimo, że produkty tego typu najlepiej byłoby używać okrągły rok, to ja najczęściej sięgam po nie tuż przed sezonem wiosenno-letnim i używam do jesieni. Jasnym jest, że żaden balsam, krem, czy serum nie zapewni nam zgrabnej sylwetki i zdrowo wyglądającej skóry, ale może skutecznie wspierać nas w staraniach o piękne ciało. 



                                                       Od producenta:                                                

SMART BODY LOOK EXPERT™
Inteligentna technologia gwarantuje natychmiastową, ukierunkowaną poprawę wyglądu i kondycji skóry.
EFEKT 4D
Wyszczuplanie i modelowanie sylwetki w czterech wymiarach:
  • zwalcza rozstępy i cellulit
  • nawilża i wygładza
  • wzmacnia skórę od wewnątrz
  • działa do 24h
Wyszczuplający krem-serum bogaty w zaawansowane składniki aktywne skutecznie redukuje długość, głębokość i widoczność rozstępów już istniejących oraz zapobiega powstawaniu nowych. Innowacyjna formuła poprawia strukturę skóry i wzmacnia jej sprężystość. Pomaga utrzymać optymalną elastyczność, działa ujędrniająco i napinająco. Zwiększa odporność naskórka na rozciąganie (np. przy zmianach wagi ciała), głęboko nawilża i intensywnie wygładza.

                                                             Skład:                                                          


                                                          Moja opinia:                                                   

Opakowanie: Kartonik (zabezpieczony naklejką z hologramem) na którym znajdziemy szereg wyczerpujących informacji dotyczących produktu, a w środku miękka tuba 200 ml, w bardzo miłej dla oka szacie graficznej. Tubka zamykana na klasyczny pstryczek, który standardowo dobrze spełnia swoją rolę. Osobiście najbardziej lubię właśnie takie balsamy, które można postawić "na głowie", cała zawartość ładnie spływa w dół i z łatwością można wykorzystać ją do niemal ostatniej kropli.


 Zapach/konsystencja: miły, lekko mentolowy zapach przyjemnie orzeźwia i nie drażni nozdrzy. Konsystencja całkiem treściwa, nieco bardziej gęsta od klasycznych balsamów, ale nie maślana. Bardzo fajnie się rozprowadza, kremik łatwo rozsmarować, z wchłanianiem także nie ma żadnych problemów.


Działanie: 

W notce z denkami wspomniałam, że krem-serum od Eveline nie był zły, lecz mnie nie zachwycił - dlaczego ? 
Rzecz nie tkwi w tym, że jest to zły produkt, bo większych wad na próżno w nim szukać. Chodzi raczej o to, że konkretnie ten specyfik przeznaczony jest głównie na walkę z rozstępami - a mi najbardziej zależy na zwalczaniu cellulitu.

Owszem, mam rozstępy ale wszystkie są już stare i blade, więc nic prócz lasera nie jest w stanie im pomóc. Nie mogę więc ocenić serum pod tym względem. Podczas stosowania nie pojawiło się nic nowego, ale to raczej nie zasługa tego Pana.

 Początkowo obawiałam się zapowiadanego na opakowaniu "intensywnego efektu chłodzenia", ale okazał się być bardzo delikatny i przyjemny, jak powiew chłodnego wiaterku.
 Głównym składnikiem aktywnym serum jest ekstrakt z Suaeda maritima - rośliny, której przypisuje się działanie wyszczuplające i modelujące. Rzeczywiście po użyciu kremu, skóra jest przyjemnie wygładzona, lekko napięta i wydaje się bardziej sprężysta. Serum stosowałam na brzuch oraz uda, głównie wieczorem, choć w przypływie wolnego czasu, wcierałam je też rano - działania wyszczuplającego nie zaobserwowałam, jednak po zużyciu całego opakowania skóra (zwłaszcza na udach) wydaje się w lepszym stanie niż przed. Dosyć wysoko w składzie znajdziemy także kofeinę i kwas hialuronowy.

Podsumowując, krem-serum Eveline z pewnością jest produktem godnym uwagi, jednak nie zdecyduję się na zakup, ponieważ zależy mi na działaniu ukierunkowanym głównie na cellulit.

W serii ukazały się także dwa produkty, które szczególnie mnie interesują i bardzo chętnie kupię je na próbę.

Koncentrat Antycellulitowy                                                                       Ujędrniające serum do biustu                                    

Cena: ok. 20-25 zł

Moja ocena: 4/5
Krem otrzymałam do testów od firmy Eveline za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.  

Używacie produktów wyszczuplających i antycellulitowych, czy uważacie je za zbędne ?

Bell - Rozświetlający korektor BB 7w1 - mój nowy hit !

4/04/2013

Bell - Rozświetlający korektor BB 7w1 - mój nowy hit !


Znalezienie dobrego korektora, wbrew pozorom, nie jest takie łatwe. Oferta produktów drogeryjnych jest ogromna, a gdy przychodzi co do czego, ciężko trafić na swojego faworyta. Bell jest marką, którą lubię, chętnie kupuję i testuję ich nowości, dlatego podczas ostatniej wizyty w drogerii do koszyka wpadł mi najnowszy korektor BB Cream 7w1 Eye Concealer. Nie zawiodłam się, szczegóły już za chwilkę.


                                                      Od producenta:                                                 

Przywróć blask swojemu spojrzeniu!

Kłopoty z podkrążonymi oczami i zmęczonym spojrzeniem? Rozświetlający korektor pod oczy BB Cream Lightening 7in1 Eye Concealer pozwoli szybko i skutecznie uporać się z tymi problemami.
Jego formuła jest tak skomponowana, by zapewnić skórze pod oczami maksymalne nawilżenie, poprawić jej kondycję a jednocześnie ukryć zmęczenie i zatuszować niedoskonałości. Odpowiednia kompozycja składników dba o gładkość i elastyczność delikatnej skóry pod oczami. Zawarta w formule korektora specjalnie modyfikowana krzemionka zapewnia efekt „Soft Focus” - rozprasza światło, co optycznie minimalizuje niedoskonałości. Zastosowanie perłowych pigmentów sprawia, że skóra staje się rozświetlona i wygląda na bardziej wypoczętą.
 
                                                             Skład:                                                          


                                                         Moja opinia:                                                    

Aplikator:  wygodny i miękki pędzelek, bardzo delikatny dla skóry. Przed pierwszym użyciem trzeba sporo się nakręcić, żeby cokolwiek wylazło - ja już myślałam, że kupiłam puste opakowanie, ale w końcu się udało. Później pojedyncze przekręcenie wydobywa dosyć dużo produktu, spokojnie wystarcza pod jedno i drugie oko.


Konsystencja: lekka, dosyć rzadka, bardzo łatwo się aplikuje i równie łatwo się rozciera. Nie wchodzi w załamania, nie uwydatnia zmarszczek.

Kolor: do wyboru są dwa odcienie 010 light oraz 011 sand. Mam ten pierwszy i w moim odczuciu jest naprawdę jasny. 


Działanie:

Może najpierw kilka słów o tym, czego ja oczekuję od korektora. Natura obdarzyła mnie dosyć mocnymi sińcami o lekko brązowym zabarwieniu, czasem pojawiają się też fioletowe zaciemnienia. Bez zamaskowania wygląda to niezdrowo i brzydko. Naturalnym jest więc, że chce te sińce zamaskować. Nie zawsze preferuję pełne krycie, czasem dążę do czegoś pośrodku i korektor Bell mi to zapewnia.

Ładnie stapia się ze skórą, ale zawsze wcześniej używam kremu pod oczy - bez niego potrafi się rolować. Wielki plus za to, że nie ciemnieje w ciągu dnia. Mam pewność, że po kilku godzinach od aplikacji kolorystycznie wygląda tak samo, jak tuż po nałożeniu. Trwałość również oceniam na plus, trzyma się u mnie większą część dnia bez żadnego uszczerbku.

Poniżej zdjęcie przed i po. 

Jak widać, krycie nie jest 100%, bo sińce nadal są widoczne - jednak na tyle ładnie ujednolica koloryt, że nie rzucają się tak w oczy.



Spójrzmy jakich 7 zalet zachwala producent:


Kosmetyk łączy ze sobą właściwości korektora z pielęgnującym działaniem kremu pod oczy:


• Rozświetla

Nie ma w sobie żadnych drobinek, ale rzeczywiście delikatnie rozświetla spojrzenie.

• Tuszuje cienie pod oczami

Tak, choć jeśli komuś zależy na 100% kryciu - nie będzie zadowolony.

• Ukrywa oznaki zmęczenia

Jak najbardziej.

• Nawilża

Nie wiem czy nawilża, bo i tak używam kremu, ale z pewnością nie wysusza ani nie podrażnia delikatnej skóry pod oczami.

• Wygładza naskórek

Tak, tak, tak - bardzo ładnie sobie z tym radzi.

Dopasowuje się do koloru skóry

Tak i robi to świetnie, chwilę po rozprowadzeniu ładnie stapia się z cerą i wygląda naturalnie.

• Zawiera filtr SPF 15

 Duży plus, filtr mógłby być większy, ale lepsza 15 niż nic.

Czasem używam go także do zatuszowania innych zaczerwienień na twarzy, małych wyprysków, czy przebarwień i tutaj też sprawdza się nie najgorzej.

Pojemność jest niewielka, to zaledwie 5 ml, ale używam go niemal codziennie od blisko 1,5 miesiąca i jeszcze się nie skończył, więc przewiduję, że powinien wystarczyć na około 2 miesiące stosowania.

Cena: 9-10 zł

Moja ocena: 5/5
  
Znacie korektory Bell ? Jak sprawdzają się u Was ?

INSTAGRAM