9/01/2015

Nowość od Lily Lolo | Prasowane bronzery - Miami Beach, Honolulu, Montego Bay


No i mamy wrzesień! To chyba mój drugi ulubiony miesiąc w roku, zaraz po maju. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Zanim jesień rozgości się u nas na dobre, zapraszam na post w jeszcze typowo letnim klimacie, z bronzerami w roli głównej. Kilka tygodni (no dobra, może kilkanaście) temu oferta Lily Lolo poszerzyła się o prasowane bronzery w 3 wersjach kolorystycznych do wyboru. Wszystkie 3 towarzyszyły mi przez calutkie wakacje, więc najwyższy czas na kilka słów na ich temat. Oczywiście z pełną fotorelacją :) 


Bronzer to niemal podstawowy element mojego codziennego make-upu i choć z ładnym konturowaniem wciąż różnie u mnie bywa, obecnie zupełnie nie potrafię obejść się bez tego typu produktów. Od dłuższego czasu moim faworytem w tej kategorii była słynna Bahama Mama z The Balm, jednak jak na kosmetykomaniaczkę przystało, z wielką chęcią poznaję dobrze zapowiadające się nowinki i tak też było w przypadku nowości, które przywędrowały do mnie z Costasy. Wśród całej trójeczki znalazłam odcień, który przypasował mi na tyle, że zupełnie zdominował tegoroczne lato. 


Bronzery zamknięte są w typowych dla Lily Lolo puzderkach. Małe biało-czarne krążki z subtelnym logiem na wierzchu, jest minimalistycznie i pięknie zarazem. Wewnątrz znajdziemy poręczne lusterko oraz 9 gram produktu, czyli o 2 więcej porównując Lily Lolo do Bahamy Mamy z The Balm. Do tej pory dane było mi poznać tylko sypkie formuły LL, więc konsystencja bronzerów była dla mnie ciekawostką. Jest dosyć specyficzna, produkt jest dobrze sprasowany i miękki zarazem, a w dotyku wydaje się lekko satynowy. Do aplikacji najlepiej używać miękkiego pędzla, te twardsze mogą powodować pylenie i niepotrzebne marnowanie zawartości. 


Pigmentacja różni się w zależności od odcienia, więc poświęcę jej chwilę w dalszej części postu, tymczasem chciałam się skupić na składzie, który jest naprawdę świetny. Analizujecie składy kolorówki ? Ja robię to zdecydowanie za rzadko. Jesteśmy przyzwyczajone do zerkania na składniki ogólnie pojętej pielęgnacji, natomiast produkty kolorowe kupujemy skuszone pięknymi odcieniami lub chęcią wypróbowania jakiejś kuszącej nowości i mniej interesuje nas co tam w środku siedzi. Oczywiście nie ma co popadać w paranoję, ale czasem warto poświęcić chwilę i zerknąć na etykietkę, zwłaszcza w przypadku produktów, które nadkładamy warstwami na twarz. Lily Lolo może poszczycić się naprawdę fajnymi składami i nie inaczej jest tym razem. Bronzery wysoko w składzie mają olej arganowy, oprócz niego znajdziemy też np. olej z pestek granatu i olej manuka, dodatkowo produkty nie zawierają talku, sztucznych substancji zapachowych i są odpowiednie dla wegan. Mamy więc dwa w jednym, produkt kolorowy o lekkich właściwościach pielęgnacyjnych. 

Skład: MICA, OCTYLDODECANOL, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL, CANDELILLA CERA, TOCOPHEROL, RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL, POLYGLYCERYL-2 ISOSTEARATE/DIMER DILINOLEATE COPOLYMER, GLYCERYL CAPRYLATE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL, SODIUM HYALURONATE, ERYNGIUM MARITIMUM CALLUS CULTURE FILTRATE, [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]


Jak już wspomniałam, bronzery dostępne są w 3 wersjach kolorystycznych. Jest coś dla osób o jaśniejszej jak i ciemniejszej karnacji, jednak według mnie tylko jeden odcień nadaje się do konturowania. Pozostałe dwa dobre będą do ocieplenia twarzy.

Miami Beach - najjaśniejszy z całej trójki, przez producenta określony jako jasny matowy o średniej pigmentacji. Jest średnio napigmentowany i jasny, to fakt, natomiast zupełnie matowy nie jest. Ma lekko satynowe wykończenie, a po roztarciu skóra zyskuje leciuteńkie i bardzo subtelne glow, co doskonale widać na poniższych swatchach. Nie ma żadnych drobinek, nic z tych rzeczy, być może to sprawka tej ciekawej formuły o której wspominałam wcześniej, bo owe glow widzę w każdym z kolorów. Miami Beach ma w sobie ciepłe tony, będzie dobry dla prawdziwych bladzioszków do ocieplania twarzy.

Honolulu - mój faworyt. Najchłodniejszy z całej trójki. Określiłabym go jako nieco lżejszą wersję Bahamy Mamy z The Balm. Nie ma w sobie tyle szarości co Mamuśka, dopatrzyłam się w nim za to lekko ciepłego podbicia. Nie jest tak mocno napigmentowany, przez co łatwiej się z nim współpracuje. Pięknie się rozciera i idealnie nadaje się do konturowania. Aktualnie mój nr 1, choć nie wiem, czy tak samo dobrze będzie sprawdzał się zimą, gdy osiągnę bladość absolutną.

Montego Bay - mocna pigmentacja i ciepły, wręcz miedziano-ceglasty odcień. Dodatkowo ma najwyraźniejszą z całej trójki poświatę . Dla mnie zdecydowanie za ciepły i za ciemny, ale dla osób lubiących intensywny efekt, z ciemniejszą karnacją lub dla tzw. południowego typu urody, powinien być super.

Wszystkie odcienie znajdziecie TUTAJ, Koszt jednego bronzera to 89,90 zł. Nie jest to tani produkt, jednak w dobre rzeczy warto inwestować. Biorąc pod uwagę przyjazny skład, dużą pojemność i ogromną wydajność, cena nie wydaje się już tak wysoka.


Na koniec zostawiam Was ze swatchami. Ostatnie dwa zdjęcia to porównanie odcienia Honolulu z bronzerem Bahama Mama z The Balm. 







Jak podoba Wam się kolorystyka zaproponowana przez Lily Lolo ? Widzicie coś dla siebie ? Chętnie poczytam też z jakich bronzerów korzystacie na co dzień, zdradźcie swoich ulubieńców! :)

44 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze , że zaciekawiłaś mnie tymi bronzerami, ale nie do końca jestem pewna czy zdecydowałabym się nałożyć którykolwiek w miejsce gdzie nakładamy bronzer. Najchętniej wykorzystałabym kolor "honolulu" i "miami beach", ale jako cienie do powiek :)
    Co do opakowań - niby proste, ale jednak mnie czymś zauroczyły :)
    Aktualnie szukam jakiegoś dobrego bronzera - mam z w7 honolulu , ale jak na moją karnację wydaje się być ciut za ciemny, także nadal szukam tego jedynego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro masz odwagę nakładać Honolulu z W7, to dlaczego nie odważyłabyś się użyć któregoś z tych odcieni, bo nie bardzo rozumiem ? ;)
      Jeśli chodzi o poszukiwanie bronzera idealnego, próbowałaś może te z Kobo ? Są niedrogie i świetne do konturowania.

      Usuń
  3. Podobają mi się, ale sama nie wiem, czy się zdecyduję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Honolulu wygląda zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla siebie widzę Honolulu i Miami Beach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Honolulu jest bardzo ładny ;) Ale mnie zainwestowane w niego nie kusi, bo mam już swojego ulubieńca ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prezentują się bardzo stylowo!

    OdpowiedzUsuń
  8. ja nie uzywam brązerów ale chyba te były by dla mnie za ciemne, pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Montego Bay jest rzeczywiście ciemny i ciepły, ale pozostałe dwa swobodnie można używać mając jaśniejszą karnację :)

      Usuń
  9. Ja jeszcze nigdy nie miałam i nie używałam bronzerów :) Ale podoba mi się Miami Beach :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Śliczne ;) mam na nie chęć ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z tej firmy chętnie zamówiłabym pędzle:) Są bardzo eleganckie i mam wrażenie, że porządnie wykonane. Z trójeczki, którą pokazałaś, Honolulu wydaje się być najkorzystniejszym kolorem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam Ci ich pędzel Super Kabuki, jest rewelacyjny :)

      Usuń
  12. Fajnie, że jest wersja sprasowana, bo nie wyobrażam sobie konturowania sypkim produktem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, ja też nie ;) Chociaż to pewnie kwestia nabrania wprawy :)

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. I jak się u Ciebie sprawdza ? Jesteś zadowolona ?

      Usuń
  14. Piękne są :) Honolulu najbardziej wpadł mi w oko :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Masz rację, ja też za rzadko patrzę na skład kolorówki.. a tutaj mamy genialny :)
    Wszystkie 3 tak mi sie podobają.. jak tu sie nie skusić?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba ćwiczyć silną wolę, albo...ruszyć na zakupy :D

      Usuń
  16. Na słoczach wyglądają obiecująco :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba trochę nie dla mnie, przynajmniej tak patrząc na zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ostatnio pokochałam się z bronzerami, więc odcień Honolulu by mi raczej pasował :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Honolulu bym chętnie przygarnęła pomimo ogromnej ilości bronzerów w swojej kolekcji :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Miami Beach i Honolulu zdecydowanie są w moim stylu :) Na co dzień dość rzadko używam bronzerów, ale te wyjątkowo wpadły mi w oko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też rzadko z nich korzystałam, teraz to punkt obowiązkowy w moim makijażu :)

      Usuń
  21. Nie mam bronzera ... jeszcze ale myślę że Miami by mi pasował ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miami jest na tyle delikatny, że na bank by Ci pasował :)

      Usuń
  22. Trafiłam tu szukając "swatchy" Miami Beach, a teraz zaczynam myśleć o Honolulu. :-)

    Kojarzysz może Waikiki, sypki bronzer LL? Ze zdjęć wydaje mi się, że Miami Beach jest do niego bardzo podobny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uno, niestety nie znam sypkich bronzerów LL, więc nie mam punktu odniesienia.

      Usuń
  23. Jesteś super! Świetnie, że zestawiasz odcienie z innym produktem bardziej znanym dla wszystkich. Myślałam, że nie znajdę nigdzie porównania do Bahamy Mamy. Zdecyduję się na Honolulu, bo szukam czegoś właśnie lżejszego od BM, która wygląda na mnie zbyt ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i zapraszam do zostawienia po sobie śladu :)
Jednocześnie proszę o zachowanie kultury wypowiedzi.
Nie spamuj. Wszelkie komentarze zawierające autoreklamę będą usuwane.

INSTAGRAM