12/04/2017

Ulubieńcy # 19 | Jesień 2017

Dziwnie pisze się tutaj po tak długiej przerwie. 1,5 roku! Tyle minęło od mojej ostatniej aktywności, co prawda nie planowałam aż takiego przestoju, jednak kompletnie pochłonęły mnie inne kwestie i musiałam wszystko uporządkować sobie na nowo. Wielkim motywatorem do reaktywacji tego miejsca jesteście właśnie Wy, okazuje się że przez cały czas blog notuje sporo odwiedzin, czyli znajdujecie tu dla siebie ciekawe i atrakcyjne treści, co ogromnie mnie cieszy. Przez 1,5 roku blogosfera z pewnością bardzo się zmieniła, więc musicie dać mi trochę czasu zanim ponownie się z nią oswoję, jednak już dziś chciałam przedstawić Wam My Little Pleasures w nowej odsłonie. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i nadal będziecie tu chętnie zaglądać.

Przerwa od blogowania wcale nie oznacza przerwy od kosmetycznych nowinek, przez cały ten czas w moje ręce wpadło wiele ciekawych produktów, a z gromadki poniżej z wielką przyjemnością korzystałam przez całą tegoroczną jesień. Co prawda ta kalendarzowa nadal trwa, ale dla mnie grudzień to już zima na całego (o czym najlepiej świadczy obecna aura za oknem), więc jesień zamknęłam w listopadzie. 


1. Kat Von D - Shade + Light Contour Palette

Zacznę od prawdziwej perełki, czyli palety do konturowania Kat. To moje najlepiej wydane 200 zł wszechczasów, odkąd ją mam wszystkie inne produkty do konturowania odeszły w niepamięć. Wcześniej chętnie korzystałam z Bahamy Mamy lub bronzerów Kobo, obecnie moje serce należy do Shade + Light i podejrzewam, że nie zmieni się to przez długi czas. Paleta składa się z 6 pudrów, 3 z nich służą do rozjaśniania, a 3 do kontruowania/ocieplania. Część rozjaśniająca nadaje się nie tylko do wyznaczania wyraźniej linii konturu, świetnie sprawdza się też pod łuk brwiowy, lub jako neutralne cienie na całą powiekę. Podobnie sprawa ma się z drugą częścią, brązy idealnie posłużą nam jako cienie do powiek, więc mamy takie dwa w jednym. Najczęściej korzystam z pierwszego bronzera (kontur) + lekko ocieplam twarz środkowym odcieniem. Ten najciemniejszy zostawiam sobie na lato, obecnie jest trochę za mocny i za ciepły. Formuła produktów jest bajeczna, mam wrażenie, że wręcz same się rozcierają. Kilka ruchów pędzlem, a efekt taki jakbym pracowała nad policzkiem z 10 minut. Jeśli macie ochotę przygotuje na temat tej palety osobny post i wówczas zaprezentuję Wam ją w pełnej krasie. Dostępność: Spehora, 199 zł

2. Beauty Blender - Beauty Blender Pro

Jestem absolutnie wierna gąbeczkom i żadna siła nie przekona mnie do nakładania podkładu pędzlami. Z racji takich upodobań, przez moje ręce przewinęło się naprawdę sporo gąbeczkowych aplikatorów, do tej pory były to jednak odpowiedniki Beauty Blendera. Niektóre sprawdzają się na piątkę z plusem, ale wciąż byłam ciekawa wzorca, więc niedawno zdecydowałam się na zakup oryginału. No i jest super, co do tego nie mam wątpliwości. Pięknie aplikuje podkład, jest mięciusieńki, nie pozostawia po sobie żadnych śladów swojej struktury, dodatkowo nie wchłania w siebie zbyt dużo produktów i mimo czarnego koloru ładnie się dopiera. Zaskoczyła mnie też jego trwałość, spodziewałam się, że może być bardziej podatny na uszkodzenia, na szczęście nic z tych rzeczy. Dostępność: np. Mintishop, Sephora, 69 zł


3. Eveline - Podkład Liquid Control HD

Od kilku miesięcy przeżywam katusze w ujarzmianiu wybryków mojej cery. Nie chodzi o wypryski, nie nie. Chodzi o jej kapryśne usposobnienie. Ogólnie mam cerę mieszaną, ale ostatnio to taka mieszanka cery suchej/tłustej i wrażliwej. Momentami sama nie wiem czym ją pielęgnować i czym się malować żeby jej dogodzić. Albo świecę się jak choinka, albo męczę się z podrażnieniami i przesuszeniem, no zwariować można. Eveline naprawdę spadło mi jak z nieba. Jest połączeniem lekkości, średniego stopnia krycia i ładnego naturalnego matu. To obecnie jedyny podkład, który wygląda na mnie dobrze. Nie wchodzi w zmarszczki, nie waży się, absolutnie nie podkreśla małych suchych skórek, dodatkowo pięknie stapia się z cerą i wygląda naturalnie. Wybrałam 3 z gamy odcień 015 Light Vanilla, trafiłam wręcz idealnie, jest przyjemnie jasny i wpada w żółte tony. Dostępność np. Rossmann, ok. 37 zł

4. My Secret - Rozświetlacz Face Illuminator Powder w odcieniu Princess Dream

Cudeńko! Dlaczego nie kupiłam go wcześniej ? Nie wiem, ale lepiej później niż wcale. To idealny dowód na tezę, że tańsze wcale nie znaczy gorsze. Myślę, że na tym polu My Secret bije na głowę wiele dużo droższych produktów. Przepiękny, przepiękny, przepiękny... Mogłabym tak zachwalać go bez końca, aż zabrakłoby mi przymiotników. Idealny szampański odcień, wspaniała pigmentacja i zupełny brak drobinek, to wszystko gwarantuje nam cudowną taflę na policzku. Bardzo wydajna, wypiekana formuła sprawia, że produkt się nie pyli, dodatkowo ładnie łapie się pędzla i rozciera.
Używam go codziennie mniej więcej od września, a ubytku niemal nie widać, zresztą o czym my tu dyskutujemy - jeśli jeszcze go nie macie, czas to zmienić. Dostępność: Natura, ok. 17 zł

5. Kobo - Kremowa pomadka do ust w odcieniu 105 Velvet Rose

Pomimo mojej wielkiej sympatii do matowych formuł, te kremowe wcale nie zeszły na dalszy plan. Nadal używam ich często i z wielką ochotą. Tego typu wykończenie być może jest mniej trwałe, ale stanowi fajną odmianę od wszędobylskich matów. 105 Velvet Rose od Kobo to odcień,  jakiego szukałam od dawna. Piękny przygaszony róż, który będzie pasował do większości karnacji, to taki kolor dający efekt my lips but better. Świetnie nadaje się do codziennego użytku, gdy mam ochotę lekko podkreślić usta czymś nie rzucającym się w oczy. Zresztą ja ogólnie jestem wierna takim neutralnym odcieniom i to właśnie w nich czuję się najlepiej. Dostępność: Natura, ok. 18 zł




6. Nacomi - Arganowy krem pod oczy

Kilkumiesięczne poszukiwania jakiegoś sensownego kremu pod oczy zakończone sukcesem. Mając 30 na karku już nie jest tak łatwo z doborem pielęgnacji, niestety zaczęłam zauważać też pierwsze oznaki spadku jędrności skóry, w związku z tym potrzebowałam czegoś bardziej treściwego, co poradzi sobie z nawilżeniem i jednocześnie lekko odżywi obszar pod okiem. Krem ma naprawdę fajny skład z olejem arganowym, olejem z pestek winogron i masłem shea na czele (zaraz za wodą), więc mamy pewność, że nie nakładamy na siebie substancji dających pseudo efekty. Treściwa formuła dobrze nawilża, wygładza i całkiem szybko się wchłania, więc z powodzeniem można stosować go pod makijaż. Mam też wrażenie, że pozytywnie wpływa na redukcję cieni pod oczami, kiedyś ten problem był u mnie dosyć uporczywy, od jakiegoś czasu cienie są sporo zredukowane, a nie stosowałam niczego nadzwyczajnego, więc obstawiam, że to działanie tego właśnie kremiku. Absolutnie nie podrażnia, nie jest też mocno pefrumowany, korzystanie z niego to czysta przyjemność i bardzo gorąco Wam go polecam. Dostępność: np. Hebe, ok. 30 zł

7. Evree - Black Rose detoksykująca czarna maska do twarzy

Kupiona na fali wysypu produktów z węglem w składzie, okazała się jedną z moich ulubionych. Przy mieszanej cerze doskonale się sprawdza. Oczyszcza, lekko wygładza i ściąga pory, a jednocześnie nie jest bardzo agresywna w działaniu, co docenią wszyscy posiadacze cery naczynkowej (bo naczynka to i mój, kolejny już, problem). Maska przyjemnie pachnie, nie zastyga na twarzy w związku z czym łatwo się zmywa, a po użyciu nie daje uczucia ściągnięcia. Ogólnie lubię tę markę i uważam, że wśród produktów drogeryjnych jest jedną z ciekawszych opcji. Chciałabym też wypróbować serum/eliksir z tej serii. Dostępność: np. Rossmann, ok. 30 zł


Jestem ciekawa czy znacie któryś z powyższych produktów i jak się u Was sprawdza, więc koniecznie dajcie znać. Chętnie poznam też Waszych ulubieńców.

11 komentarzy:

  1. miło, że wróciłaś :)

    Pomadka z Kobo bardzo ładny ma kolor, taki "mój" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest super, idealny dzienniak :)

      Usuń
  2. Szkoda, że u mnie w Rossmannie nie ma marki Eveline.. z chęcią wypróbowałabym ten podkład ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to rzeczywiście szkoda. Zawsze można poratować się zamówieniem on-line, dzisiaj dzień darmowej dostawy, Eveline też bierze udział ;)

      Usuń
  3. Fajnie się znów tutaj u Ciebie znaleźć po taaaak długiej przerwie. Zmiany na plus! :)
    Paletka Shade&Light to i jeden z moich ulubieńców z ostatnich miesięcy, ale moją paletę już tak wymęczyłam, że nie ma opcji żeby ją pokazać :D Natomiast o masce z Evree myślę intensywnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja o swoją paletę dbam jak o dziecko hahaha, więc jeszcze się trzyma :D

      Usuń
  4. Znam tylko rozświetlacz z My Secret. Oh, kocham go ;) I to właśnie ten odcień - Princess Dream ;) Bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jeden z piękniejszych z drogeryjnej półki <3

      Usuń
  5. Znam tylko maskę Evree ale u mnie się nie sprawdziła najlepiej 😕

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że wróciłaś :) Bardzo lubię tą czarną maskę do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie maseczka niestety totalnie się nie sprawdza, na drugi dzień zwykle mnie wypryszcza, ale mam zamiar dać jej jeszcze szansę :) Paleta to rzeczywiście perełka warta uwagi, wiele osób jest nią zachwycona no i ta pomadka kobo, kocham takie kolory!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i zapraszam do zostawienia po sobie śladu :)
Jednocześnie proszę o zachowanie kultury wypowiedzi.
Nie spamuj. Wszelkie komentarze zawierające autoreklamę będą usuwane.

INSTAGRAM